Weszłam z powrotem do środka trąc mokre włosy ręcznikiem, który po chwili rzuciłam gdzieś w kąt. Pośpiesznie wyjęłam pieniądze z kieszeni i wcisnęłam pod materac.
- Nate! - wydarłam się skacząc po jego łóżku.
Mruknął coś, ale nie usłyszałam co dokładnie, bo sprężyny skrzypiały nieznośnie.
- Nate!
- Co? - podniósł delikatnie głowę.
No właśnie, co? Czemu skaczę jak ogłupiała? Przystanęłam na chwilkę udając, że głęboko nad czymś myślę.
- Nie wiem.
Uniósł jedną brew tak wysoko, że niemal zniknęła pod ciemną czupryną. Zastanowiłam się co by się stało gdybym mu powiedziała dlaczego. Czy Abe by oberwał? Albo raczej: czy Nate próbowałby mu coś urwać? Nikt zbytnio by się nie zdziwił... W końcu byli tu różni ludzie: dzieci niechciane, osierocone, mali przestępcy, ci, którzy nie mieli równo pod sufitem i ci, w których głowie nie wszystko było poukładane. Ledwo powstrzymałam się by nie zachichotać. Tymczasem Nate rozejrzał się po pokoju.
- Gdzie Abe? Był tu przed chwilą, nie? - podrapał się po głowie.
Zmroziło mnie. Teraz albo nigdy.
Nigdy.
Po chwili przypomniałam sobie co tak właściwie powiedział. Przed chwilą? Jeden z kącików ust uniósł się nieznacznie w górę.
- No, a teraz z czego się cieszysz?
Zaśmiałam się tym razem otwarcie i rzuciłam na skrawek łóżka obok niego.
- Boję się o ciebie - szepnął.
- Tak? Dlaczego? Niekontrolowane wybuchy śmiechu i radość to choroba psychiczna? Taka jaką ma Oliver?
Teraz nawet on się uśmiechnął.
- Daj spokój, nie śmiej się z niego. Biedak mógł się zabić.
- Wiem, przepraszam.
Podciągnęłam się na rękach i pocałowałam go delikatnie w policzek.
- Rusz się, zaraz kolacja.
- A Abe?
- Raczej się nie zgubił. Na pewno nas znajdzie.
- O tak, pewnie poszedł wyrywać jakieś laski na ten swój olśniewający uśmiech.
- Nate - ostrzegłam go, choć przyszło mi to z trudem, bo gardło miałam ściśnięte.
Wstałam i pociągnęłam go za rękę by również wstał. Stanął przede mną i lekko się zachwiał.
- No a ty gdzie byłaś?
- Eee, byłam u Lilly... - nie zdążyłam dokończyć bo mi przerwał:
- U Lily? U tej małej...
- Nate - upomniałam go znowu - chyba się zapędziłeś, co? Bez zbędnych komentarzy proszę.
- Mhm - mruknął.
- A potem wzięłam prysznic - wskazałam na ociekające wodą włosy.
Przyjrzał mi się uważniej.
- I co, cały dzień go nie widziałaś?
- Właściwie - zastanowiłam się przez chwilę nad tym co mam mu powiedzieć - to widziałam go w łazience.
Przecież nie było sensu kłamać.
- Tak? - jedna brew ponownie powędrowała wysoko w górę. - A co tam robił?
- Wychodził - uśmiechnęłam się lekko.
Nate westchnął.
- Kolacja, tak? Chodźmy.
*
Krótki, wiem ;)
czy abe i ta dziewczyna się kochali w prysznicu?
OdpowiedzUsuńSuper! ZAPRASZAM DO OBSERWOWANIA MOJEGO BLOGA
OdpowiedzUsuńhttp://nicki-love-life.blogspot.com/
I
http://pati-chica.blogspot.com/
KOCHAM to opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny rozdział.