13.12.2011

Chapter 15 "The Gentleness"

Ze złością zatrzasnęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Po chwili do pokoju weszła Susan.
- Widziałam jak wybiegłaś - powiedziała siadając na swoim.
- A kto nie widział - odburknęłam, zła chyba bardziej na siebie, niż na nią.
Oliver nie widział, przemknęło mi przez myśl.
- Znałaś Olivera? - spytałam po chwili zastanowienia.
- Zmieniasz temat - była lekko zdziwiona, ale po chwili wiedziona ciekawością dodała: - Nie. Znałam? Nie żyje?
- Nie - odparłam z wahaniem. - Właściwie to nie wiem - podrapałam się po brodzie myśląc intensywnie. - Dawno nie mieliśmy żadnych informacji o nim.
- A co on ma do tego? Coś mu się stało?
- Tak - zrobiłam krótką przerwę, by lepiej sobie przypomnieć. - Oliver nie był taki jak my. Choć pod pewnym względem chyba jednak był. On też miał rodziców, którzy mieli nierówno pod sufitem. Miał rozdwojenie jaźni, jego rodzice zbyt bali się o swoją reputację, żeby wysłać go do psychiatryka, domu opieki, czy czegoś w tym rodzaju.
Widać było, że nad czymś się zastanawia.
- Przysłali go tu. Jego ojciec jest burmistrzem w jakimś prowincjonalnym miasteczku. Oczywiście łatwiej było mu przyznać, że jego syn sam chce tu zamieszkać, by stać się bardziej samodzielnym, niż powiedzieć, że jest chory psychicznie - choć to przecież nie jego wina. Nie czuł się tutaj dobrze - zrobiłam krótką pauzę. - Ale rozmawiał ze mną.
Spojrzałam na nią poprzez gęstwinę ciemnych loków.
- Pewnego razu powiedział mi, że potrafi latać, i że kiedyś się jeszcze o tym przekonam. Śmiałam się. Nie szyderczo, serdecznie - uśmiechnęłam się na wspomnienie o tym, że w tamtych czasach takie rzeczy jeszcze mi się zdarzały. - Wyszłam z pokoju. Kiedy wróciłam stał w otwartym oknie.
- Nie - szepnęła z niedowierzaniem.
Pokiwałam smutno głową.
- Tym tutaj - wskazałam jedyne w pokoju okno, które jednak zajmowało znaczną część ściany. - Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, uśmiechnął się i zrobił krok w przód.
- Nawet nie krzyknęłam - dodałam po długiej chwili ciszy. - Ale i nie spojrzałam w dół. Wiesz, to trzecie piętro. Przeżył, ale już tu nie wrócił.
Susan wyglądała na lekko zszokowaną.
- Lilly bardzo lubiła Olivera - powiedziałam zmieniając ton głosu.
Dziewczynie wyraźnie wyostrzył się słuch., gdy usłyszała jej imię.
- Od tej pory nie wypowiedziała nawet słowa.
- Dlaczego nigdy wcześniej o tym nie słyszałam? Dla ciebie to też musiał być szok - zauważyła.
- Tak, ale mną nikt się nie przejmował. Zmieniłam się.
- Na dobre?
- Trudno powiedzieć. Wiesz, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - dla jednej osoby źle, dla drugiej dobrze.
- A dla ciebie?
- Tego dowiem się za kilka lat...
- Jesteś dobrą osobą - zauważyłam, że przygląda mi się badawczo.
- Nie ma mowy - prychnęłam drwiąco. - W każdym razie od tego czasu ludzie dziwnie się na mnie patrzą. Nie wiem tylko, czy są bardziej zniesmaczeni, czy zafascynowani, tym co sobą reprezentuję. Czuję się jak w Zoo.
Uniosła jedną brew do góry, zapewne zastanawiając się co mam na myśli.
- Podczas gdy oni są po drugiej stronie szyby, obserwując moje prywatne życie.
Susan uśmiechnęła się z nieznanego mi powodu.
- Nie wiem co mam robić - spojrzałam pustym wzrokiem na burą ścianę tuż przede mną. - Tym, którzy postępują dobrze, mówi się, by szli za głosem serca. Tym którzy źle, za głosem rozumu, mając nadzieję, że może podpowie im coś mądrego. Mi żadne z nich nic nie podpowiada - zamilkłam, słysząc to, co właśnie wyszło z moich ust.
Chciała coś powiedzieć, ale dałam jej znak, żeby milczała.
- A teraz czuję się jak jakiś pieprzony filozof i myślę, że to, co mówię ma jakikolwiek sens.
- Sądzę, że to przez to, że zostajesz sama ze swoimi problemami. Wiedz, że możesz powiedzieć mi niejedno - uśmiechnęła się do mnie nieśmiało.
Wstała i podeszła do minimalistycznego radia, dziwnie kontrastującego na tle licznych roślin. Dopiero po chwili dobiegły mnie słowa piosenki:
"So I run, and hide and tear myself up, 
Start again with a brand new name, 
And eyes that see into infinity" 
- Coś w tym jest - szepnęłam i zanim Susan zdążyła zauważyć, szybkim krokiem ruszyłam do drzwi.

2 komentarze: