3.12.2011

Chapter 13 "The Refusal"

Jedna, mała, deszczowa kropelka spłynęła mi po czole, gdy potykając się wciągałam walizkę po schodach starej remizy. Ktoś zaklął głośno, gdy zagrodziłam mu drogę na ich szczycie. Stanęłam wciągając w płuca wilgotne, przepełnione smrodem spalin powietrze. Jeżdżące w tą i tamtą stronę hałaśliwe samochody, znajome sklepy i salon tatuażu naprzeciwko. To wszystko sprawiało, że czułam się jak u siebie w domu. Uśmiechnęłam się zamykając oczy, gdy Abe chwycił mnie za ramię i wciągnął do środka.
- Gdzie mamy pokój? - spytał.
- My? Nigdzie. Wy - wskazałam na Nate'a stojącego nieco dalej - macie tam - pokazałam mu długie, metalowe  schody na tle ściany z czerwonej cegły. - A ja tam - wyciągnęłam palec w stronę schodów po przeciwległej stronie stronie holu, w którym najprawdopodobniej stały schody.
- Więc z kim mieszkasz? - spytał zbolałym głosem.
- Z Lilly i... chyba z jej nową znajomą.
Dziewczyna jak na zawołanie odwróciła się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niej pośpiesznie, widząc speszone spojrzenie Abe'a, który jednak wyraźnie odetchnął, na wiadomość, że będę w pokoju z samymi dziewczynami. W holu było coraz mniej osób.
- Idźcie do siebie - powiedziałam do nich. - Spotkamy się po obiedzie.
Śpiesznym krokiem ruszyłam w stronę schodów po lewej stronie. Pokój numer 115. Zapukałam, tak na wszelki  wypadek, i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Gdy drzwi się uchyliły, zawahałam się przez chwilę.
- Co tu się...?
Wtargałam walizkę do zielonej dżungli, w jaką zamienił się pokój.
 - Chryste, Lilly, trochę tego za dużo.
W każdym kącie stały stały, w ogromnych donicach, kwitnące krzewy hibiskusa. Również parapet zagracały donice pełne orchidei i lilii.
- Myślałam, że hoduje tylko te maleństwa - powiedziałam wyjmując z kieszeni tycią doniczuszkę i stawiając ją na stoliku nocnym przy jedynym wolnym łóżku.
Godzinę później rozłożyłam się na dywanie, czując, że mój żołądek pęka w szwach. Szanse na doczołganie się do pierwszego lepszego materaca były nikłe, więc wyciągnęłam rękę po leżącą najbliżej książkę. Botanika. Przerzuciłam kilka pierwszych stron w poszukiwaniu obrazków. Gdy ich nie znalazłam, podłożyłam ją sobie pod głowę i czekałam cierpliwie, aż ktoś wejdzie do środka.

***

Jakieś 40 minut później ktoś zapukał i natychmiast otworzył drzwi.
- No, z wywiązywaniem się z obietnic jest u ciebie krucho - prychnął Abe przechodząc przez próg.
- Zamknij się - szepnęłam sennie przekręcając głowę na drugą stronę, bo na policzku odcisnęło mi się boleśnie grube włosie dywanu.
Nate przewrócił teatralnie oczami i chwycił mnie za ramiona, by mnie podnieść.Po chwili leżałam już na i tak dość twardym materacu. Chłopak usiadł brzegu łóżka, plecami w moją stronę.
- Nudzi mi się - wyszeptałam wkładając mu ręce pod koszulkę i delikatnie gładząc go po plecach. - Wymyślcie coś...
Spojrzeli na siebie jednocześnie i niemal dało się wyczuć gęstniejącą atmosferę, która jednak po chwili zelżała.
Po chwili milczenia Abe odpowiedział:
- Rozbierz się i pilnuj ubrania - co w jego ustach wcale nie brzmiało jak żart.
- Niee... dziewczyny zaraz wrócą - odpowiedziałam obejmując Nate'a w pasie.
Nie trzeba było być lekarzem, by zauważyć, jak bardzo przyspieszyło mu tętno, gdy jedna dłoń powoli zjechała w dół.
- Robisz to specjalnie? - spytał Abe (o którym dopiero co sobie przypomniałam), gdy moja dłoń sprawnie minęła krawędź spodni.
- Co? - zapytałam jakby wyrwana z transu.
- A może robisz to - tu wskazał pozycję, w której się obecnie znajdowałam - machinalnie? To nie świadczy zbyt  dobrze...
Zacisnęłam zęby powstrzymując się przed rzuceniem się na niego.
- Ależ nie przeszkadzajcie sobie, z chęcią popatrzę.
Momentalnie oderwałam się od Nate'a, chłopak odetchnął głęboko, wypuszczając ze świstem powietrze. Oparł się o chłodną ścianę, zamykając oczy i starając się oddychać miarowo.
- Właściwie myślałam, że musisz już iść - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Tak, właściwie to tak - odpowiedział w momencie, w którym do pokoju weszła Susan, ciągnąc Lilly za rękę.
- Przerwałam w czymś? - spytała.
- Ależ skądże - odpowiedział Abe, mimo, że pytanie było skierowane raczej do mnie, i wyszedł z pokoju.
Nate wstał, żeby pójść za nim.
- Idziesz? - zapytałam próbując złapać go za nogawkę i zatrzymać w miejscu.
- Przecież wiesz, że wrócę - szepnął pochylając się nade mną i całując w czoło. - Jesteś zmęczona, idź spać. Niedługo zacznie się szkoła i przestanie ci się nudzić - puścił do mnie oczko.
- Chciałbyś - szepnęłam, opadając na twardą poduszkę.
Bo ja, z pewnością bym nie chciała.

1 komentarz:

  1. Lubię ten klimat. Wyobrażam to sb w fajny sposób, choć nie wszystko ogarniam. Kocham to!

    OdpowiedzUsuń