Pierwsze promienie ciepłego, letniego słońca świeciły mi prosto w twarz. Jęcząc cicho przewróciłam się na drugi bok, lekko rozchyliłam powieki. Uśmiechnęłam się pod nosem - długie, ciemnobrązowe kosmyki opadały na czoło chłopaka przy okazji przysłaniając oczy. Wspaniale - pomyślałam w wielkim zamyśleniu przeciągając ręką po twarzy. Ponownie zamknęłam oczy próbując zasnąć, było bardzo wcześnie. Nie, coś jest nie tak... - szeroko otworzyłam oczy wpatrując się w osobę leżącą tuż przede mną. Klepnęłam go w ramię, półprzytomny przetarł oczy ze zmęczenia, spojrzał na mnie pytająco, jakby chciał zapytać - "Dlaczego to zrobiłaś?!" Nic nie powiedziałam czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia z jego strony. Zdawałoby się, że doskonale rozumie, o co mi chodzi.
- Jak to nic nie pamiętasz?
- Nie - odparłam, w moim głosie dało się usłyszeć nutkę żalu.
- Trudno - uśmiechnął się łobuzersko - ładna dziś pogoda.
- Nate, do cholery, nie zmieniaj tematu! Co się wczoraj stało? No wiesz, że tu jesteś. - spojrzałam na swoje łóżko.
- Nic - spojrzał mi prosto w oczy - naprawdę, uwierz mi.
- Dobrze.
Usiadłam na łóżku rozglądając się po pokoju. Mój wzrok przeniósł się z leżącej na podłodze sterty ubrań, na przewrócony kredens i szafkę nocną. Podeszłam do niej i wzięłam do ręki do połowy opróżnioną butelkę po wódce. W kącie dostrzegłam kolejne trzy.
- Więc to dla ciebie znaczy nic, taak? No proszę, według mnie to już coś.
Nic nie odpowiedział. Nie miałam serca na niego krzyczeć, szczególnie po tym jak teraz się na mnie patrzył.
- Więc powiedz mi - zapytałam starając się zachować spokój - co tu jeszcze robisz skoro absolutnie nic się nie działo?
- Pilnowałem cię - wskazał na przewrócony kredens i całą jego zawartość leżącą na ziemi. - Właściwie to mieliśmy gości - uśmiechnął się patrząc w stronę butelek.
- Ah, mój bohaterze.
- Przepraszam, powinienem Ci to od razu wyjaśnić.
Kiwając potakująco głową obejrzałam "pod światłem" zawartość butelki. Skrzywiłam się, chwyciłam leżącą na stole gazetę i nie przebierając się w nic chwyciłam za klamkę.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam za sobą drżący, jakby zatroskany głos.
- Nie wiem - odrzekłam zupełnie szczerze naciskając na klamkę i wychodząc na zewnątrz.
Pod stopami poczułam ciepły piasek.
- Jak to nic nie pamiętasz?
- Nie - odparłam, w moim głosie dało się usłyszeć nutkę żalu.
- Trudno - uśmiechnął się łobuzersko - ładna dziś pogoda.
- Nate, do cholery, nie zmieniaj tematu! Co się wczoraj stało? No wiesz, że tu jesteś. - spojrzałam na swoje łóżko.
- Nic - spojrzał mi prosto w oczy - naprawdę, uwierz mi.
- Dobrze.
Usiadłam na łóżku rozglądając się po pokoju. Mój wzrok przeniósł się z leżącej na podłodze sterty ubrań, na przewrócony kredens i szafkę nocną. Podeszłam do niej i wzięłam do ręki do połowy opróżnioną butelkę po wódce. W kącie dostrzegłam kolejne trzy.
- Więc to dla ciebie znaczy nic, taak? No proszę, według mnie to już coś.
Nic nie odpowiedział. Nie miałam serca na niego krzyczeć, szczególnie po tym jak teraz się na mnie patrzył.
- Więc powiedz mi - zapytałam starając się zachować spokój - co tu jeszcze robisz skoro absolutnie nic się nie działo?
- Pilnowałem cię - wskazał na przewrócony kredens i całą jego zawartość leżącą na ziemi. - Właściwie to mieliśmy gości - uśmiechnął się patrząc w stronę butelek.
- Ah, mój bohaterze.
- Przepraszam, powinienem Ci to od razu wyjaśnić.
Kiwając potakująco głową obejrzałam "pod światłem" zawartość butelki. Skrzywiłam się, chwyciłam leżącą na stole gazetę i nie przebierając się w nic chwyciłam za klamkę.
- Gdzie idziesz? - usłyszałam za sobą drżący, jakby zatroskany głos.
- Nie wiem - odrzekłam zupełnie szczerze naciskając na klamkę i wychodząc na zewnątrz.
Pod stopami poczułam ciepły piasek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz