31.10.2011

Chapter 6 "The Wisdom"

Poczułam, że odnalazłabym ją wzrokiem nawet gdyby w pomieszczeniu zgaszono wszystkie światła. Lilly była pierwszą osobą, którą poznałam po przyjeździe. Dokładnie pamiętam co sobie wtedy pomyślałam.
Księżniczka. Moje własne, moje osobiste wyobrażenie księżniczki. Coś jak połączenie Śpiącej królewny i królewny Śnieżki.
Niewysoka, ale szczupła i zgrabna. Długie i proste, sięgające pasa włosy, koloru, który nie miał swojego odpowiednika w żadnej z nazw. To nie był blond. Kolor przywodził na myśl płynne złoto, gdy kaskadą opadały na jej plecy i ramiona, lśniąc w słońcu jak poprzetykana złotymi nitkami jedwabna chusta. Powiewały lekko, jak na wietrze, choć powietrze wokół niej było nieruchome. To one sprawiały, że już z tak daleka była dla mnie doskonale widoczna.
Oczy. Nie niebieskie, szafirowe. Duże, jarzące się nawet w ciemności, jak oczy kota. Zaskakujące ilością odcieni błękitu i granatu, niczym oszlifowany kamień z tysiącem fasetek; otoczone wachlarzem czarnych rzęs.
Zaróżowione z podniecenia policzki, wykrzywione w promiennym uśmiechu usta.
To takie głupie stwierdzenie, ale zawsze uważałam, że jest w niej coś szlachetnego. Coś poza włosami koloru złota i szafirowymi oczami. Coś, przy czym pozostałe królewny wydawałyby się zwykłymi... szlachciankami? Może bijące od niej ciepło, spokój, a może godnie, wysoko uniesiona głowa i wyprostowana sylwetka? Coś, co sprawiało, że nawet bez zakładania srebrnego diademu, każdy wiedziałby doskonale, kim jest. Ze smutkiem przyznałam, że była po prostu piękna.
Przypominała porcelanową lalkę.
Na tle białej, alabastrowej skóry, na nadgarstkach i na szyi doskonale widoczne były wąskie, niebieski linie. Lalka. Lalka z białej porcelany z dużymi, niebieskimi oczyma i burzą gęstych, puszystych włosów; w zwiewnej, czerwonej sukience.
Od momentu naszego poznania minęło dużo czasu i choć bardzo się zmieniła, w moich oczach zawsze pozostanie tą samą, roześmianą 10-latką.
Siedziała tam. Z rezygnacją oparta o metalowe oparcie krzesła z rozłożoną na podołku szachownicą.
Zrzuciłam siedzącego na krześle przed nią wyrostka i usiadłam.
- Lilly.

 ***


"Oczy są zwierciadłem duszy" - przypomniałam sobie od razu, gdy jej oczy, w odróżnieniu do ust, które wyglądały jakby zdrętwiały zupełnie bez wyrazu, uśmiechnęły się na mój widok. Chłopiec wstał z ziemi bełkocząc coś, w czym można było rozróżnić powtarzane kilka razy słowo "wariatka"...
- Grasz? - spytałam wskazując na pustą szachownicę i wiedząc, że i tak nie otrzymam żadnej słownej odpowiedzi. Mrugnęła. Zaczęła ustawiać figury, więc miałam chwilę na przypatrzenie się jej. Nie zmieniła się bardzo. Zmieniła się diametralnie. Długie do pasa włosy, które nie tak dawno zamieniła na krótką, chłopięcą fryzurkę odrosły na tyle, by sięgać jej nieco za ramiona. Choć minę miała zaciętą, jej oczy nadal nie utraciły dawnego blasku. Ciepło zniknęło zastąpione chłodem.
Nic nie powiedziała, ale ustawiła wszystkie figury i siedziała wyczekująco.
Zrobiło mi się głupio, bo choć nie podniosła wzroku by sprawdzić moją reakcję, widać było, że wie, że patrzę na nią jak urzeczona. Szybko przeniosłam wzrok na szachownicę.
Uwielbiałam na nią patrzeć. Mogłam gapić się na nią godzinami bez wyraźnego celu, nawet teraz, gdy już właściwie niczym nie przypominała dawnej Lilly.
Znowu się zagapiłam.
Skinęła głową w stronę pionów.
Uśmiechnęłam się. Miło było zobaczyć, że jakkolwiek co prawda, reaguje na to, co się wokół niej dzieje. Zwykle nie dawała najmniejszych oznak życia. Nie patrząc nawet na szachownicę przesunęłam jednym palcem pierwszy z brzegu pion.
Spojrzała na mnie znacząco.
- Widzisz... chodzi o to, że chyba mam tego dość.
Znowu znaczące spojrzenie.
- Czego? Wiesz, tyle lat mnie nie odwiedzała, a teraz nagle sobie o mnie przypomniała. Trochę to dla mnie podejrzane.
- ...
- Tak, babcia. Co ona sobie w ogóle wyobraża?
Nie, nie zrobiła nic takiego. To, co ostatnio.
Dała kasę i pojechała.
Uniosła brodę nieco do góry - nieme "aha".
- Durna barbie.
Nie, nie przesadzam. Chciałam z nią pogadać.
Nie, nie chciała, więc... tak, padło na ciebie.
Mały błysk w jej oku ucieszył mnie niemiłosiernie. Odwzajemniłam ten niewielki gest szerokim uśmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz