19.10.2011

Chapter 2 "The Troubles"

Przed domkiem stała grupka osób rozprawiająca o czymś z wielkim zaciekawieniem. Gdy tylko mnie zobaczyli, umilkli. Podniosłam butelkę do ust wypijając spory łyk, wzdrygnęłam się. Wciąż stali tam w osłupieniu z otwartymi ustami. Nie wyglądali jakby mieli cokolwiek do powiedzenia. Rozpychając się łokciami przedarłam się przez grupkę kierując się w stronę toalet, które mieściły się na drugim końcu obozu.
Weszłam do niewielkiego, niskiego budynku. Podłoga wyłożona brudnymi, białymi płytkami była zalana wodą.
- Auć - powiedziałam, bosymi stopami przechodząc do ostatniej kabiny, gdzie wody było najmniej. Przymknęłam drzwi, usiadłam na zamkniętej klapie i otworzyłam gazetę. Nie minęła chwila, gdy do toalety wszedł ktoś jeszcze. Wstałam, odłożyłam gazetę, do ręki wzięłam butelkę, upiłam łyk. Starając się być cicho spojrzałam przez uchylone drzwi. Oparłam się o nie. ŁUP! Rozciągnęłam się jak długa na posadzce.
- Kur... - zaczęłam, ale nie dokończyłam. Kompletnie mnie zamurowało. - Co Pani tu robi?
Przede mną stała jedna z opiekunek, ręce miała skrzyżowane na piersi. Wpatrywała się we mnie jak w wyjątkowo obrzydliwego karalucha.
- Kate Stone, tak?
- Tak, to ja. - odpowiedziałam drwiąco - Ał. Przecież dobrze mnie Pani zna.
Próbowałam podnieść się z mokrej podłogi. Stanęłam przed nią patrząc się wyzywająco.
- Nie ważne - powiedziała zrezygnowana, po czym wyszła.
Nie do końca dotarło do mnie to, co stało się przed chwilą, wciąż ze zdziwieniem wpatrywałam się w drzwi wejściowe, w których przed sekundą znikła nauczycielka. Może nie zauważyła tej butelki? Nie, nie dało się nie zauważyć. Pogrążona w takich właśnie rozmyślaniach zabrałam się do zbierania z posadzki odłamków szkła.
Odgarnęłam włosy z czoła, spojrzałam w górę. Nade mną stał wysoki blondyn. Poczułam jak miękną mi nogi. Miał bardzo dziwną minę.
- Ducha zobaczyłeś, czy co? - zapytałam.
Widać było, że zastanawia się, co powiedzieć, kilka razy otwierał i zamykał usta, ale nie wydusił z siebie żadnego dźwięku.
Wskazał na lustro.

***

Dopiero zobaczyłam, co go tak wystraszyło. Moja twarz była cała we krwi.
- Ulala. - spojrzałam na swoje dłonie.
Widniały na nich długie, poprzeczne rozcięcia, krew leciała dosyć obficie.
- Co ci przyszło do głowy żeby zbierać to gołymi rękami? - spytał patrząc jak energicznie myję twarz.
- Powinieneś raczej zapytać, dlaczego przyszłam tu w samej bieliźnie.
- Może i tak. - zaczerwienił się lekko - Chyba przydałaby ci się wizyta u pielęgniarki.
- Też tak sądzę. - odpowiedziałam kuśtykając do drzwi.
- Zaczekaj, samej cię tam nie puszę, to dość długa droga.
Pisnęłam lekko, gdy poczułam, że bierze mnie na ręce. Był bardzo silny.
- Jak ty się właściwie nazywasz? - zapytałam opierając głowę na jego ramieniu - jesteś nowy, nie widziałam cię tu wcześniej.
- Jestem Abe. - uśmiechnął się słodko.
- Kate.
Pielęgniarka bez zbędnych pytań opatrzyła moje dłonie i stopy, zaczęliśmy iść w stronę mojego domku.
Domki były niskimi bungalowami, ustawionymi wzdłuż siatki odgradzającej obóz od pobliskiego pola. Każdy z nich zamieszkiwały dwie lub trzy osoby, w moim przypadku był to Nate. Był moim najlepszym przyjacielem, właściwie jedynym przyjacielem. To jego jako jednego z pierwszych poznałam po przyjeździe do tego ośrodka, było to dokładnie 6 lat temu. Miałam wtedy 10 lat i bezgraniczne zaufanie do 12-letniego Nate'a. Z resztą nadal mam. Taki był właśnie zamysł twórców obozu - zawieranie przez nastolatków nowych przyjaźni, szansa na rozpoczęcie nowego, lepszego życia. Poza tym, bungalowy miały zapewnić maksimum prywatności. Prócz nich, na terenie ośrodka znajdowała się niewielka stołówka, łazienki, gabinet lekarski, dom dla opiekunów i szkoła.
Otworzyłam drzwi, już w progu zobaczyłam Nate'a siedzącego na łóżku w tej samej pozycji, w której siedział gdy wychodziłam.
- Co robisz?
Zdawał się nie słyszeć mojego pytania.
- Nate to jest Abe. Abe to Nate. Z resztą nie ważne...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz