Podeszłam do okna. Trudno było cokolwiek przez nie zobaczyć. Było stare, ze zmatowiałą, zbrojoną i bardzo brudną szybą, jego rama pokryta łuszczącą się białą farbą była dodatkowo wzmocniona żelazną kratą. Przetarłam szybę leżącym na podłodze prześcieradłem, nie dało to żadnego efektu, westchnęłam.
- Zgłodniałam - zwróciłam się do chłopaków.
- Nie marudź, zaraz jest śniadanie - odpowiedział Nate.
- Poprawka, już było.
- Świetnie - syknął, wciskając twarz w poduszkę - obiad jest dopiero za sześć godzin.
- W takim razie pójdę po coś do sklepu. Spróbuj się zdrzemnąć - spojrzałam na niego z troską - zaraz wracam.
Wrzuciłam na siebie pierwszy lepszy ciuch i pędem wybiegłam z domku. Z kieszeni wyjęłam maleńki kluczyk, wsadziłam go do zamka gigantycznej żelaznej bramy, która dzieliła obozowiczów od reszty świata. Delikatnie go przekręciłam i z całej siły pchnęłam jedno ze skrzydeł bramy. Jak najprędzej wyślizgnęłam się na zewnątrz. Nikt nie powinien wiedzieć, że wychodzę.
Pędem puściłam się w stronę sklepu. Nie lubiłam chodzić tam samotnie, było to dobre parę kilometrów drogi. Po pewnym czasie zza horyzontu wyłonił się czerwony dach stacji benzynowej i sklepik pana Browna.
- Dzień dobry, kochanieńka - powiedział pan Brown wstając z pasiastego leżaka rozłożonego na słońcu i kierując się w stronę sklepu.
- Dzień dobry - odpowiedziałam obdarzając staruszka szerokim uśmiechem.
Był niewysokim, czarnoskórym mężczyzną w podeszłym wieku obdarzonym długim srebrnym wąsem.
Czułam przed nim ogromny respekt i bardzo go lubiłam. Przy każdej mojej wizycie na jego stacji pokazywał mi jedną z setek pocztówek, które przywiózł z podróży, kiedy był jeszcze młody.
Tym razem nie miałam jednak czasu na oglądanie pocztówek, spieszyłam się i byłam bardzo głodna. Zapłaciłam za struclę, trzy czekoladowe dounty, karton soku i pobiegłam w stronę obozu.
Ponownie stanęłam przed bramą. Otworzyłam karton z sokiem, wypiłam kilka łyków. Było okropnie gorąco. Wpatrywałam się w tablicę umieszczoną ponad bramą.
"The Educational Centre for Young People in Nothern
Cmokając głośno z dezaprobatą zamknęłam karton i wślizgnęłam się do środka.
***
- Śpi?- Tak, śpi. - odpowiedział Abe - siadaj.
Rzuciłam reklamówką w stronę stolika, ale nie trafiłam i wylądowała na ziemi. Schyliłam się niezgrabnie chwytając siatkę za jedno ucho. Poczułam na sobie czyjś wzrok. Powoli podniosłam głowę.
Abe, który jeszcze przed sekundą wlepiał we mnie swoje wielkie, zielone oczy, spuścił wzrok.
- Spokojnie, nic się nie stało - powiedziałam chwytając dwa pączki i idąc w jego stronę szeroko się uśmiechając.
Spojrzał na mnie niepewnie. Podałam mu pączka i usiadłam koło niego na drugim końcu łóżka. Widziałam jak je w ciszy.
W końcu nie wytrzymałam i wypaliłam:
- Dlaczego tu jesteś? - już żałowałam tego pytania, wcale nie chciałam wiedzieć.
- Bo wiesz... - urwał i zastanowił się przez chwilę. - To nic takiego, właściwie to nic nie zrobiłem, jeśli o to ci chodzi oczywiście. Po prostu stałem się "niewygodny", wysłali mnie tu pod jakimś głupim pretekstem. Na szczęście tylko na wakacje. No ale nie ważne, to bardzo głupie.
Najwyraźniej, żeby przerwać narastającą niezręczną ciszę dodał po chwili:
- A ty?
Bardzo bałam się tego pytania, głośno przełknęłam ślinę. Zaczęłam zlizywać z palców roztopioną czekoladę, po czym całego pączka wepchnęłam sobie do ust.
- Wiesz, może nie znam cię zbyt dobrze, ale mam wrażenie, że robisz wszystko żeby mi nie odpowiedzieć.
- Oni nie żyją. - odpowiedziałam jak najprędzej i poczułam ucisk w gardle.
- Oh, bardzo mi przykro. To dlatego tu jesteś tak?
- Właściwie to tak, - odrzekłam suchym głosem - mi nie jest przykro.
- Nie? Więc dlaczego płaczesz?
Dopiero teraz poczułam, że po twarzy ciekną mi obficie łzy. Otarłam je w pośpiechu, wstydziłam się uczuć.
- Bo - zastanowiłam się chwilę - ja ich w ogóle nie pamiętam. Nie wiem czy ma mi być smutno z tego powodu, że odeszli, czy może raczej mam się z tego powodu cieszyć.
- A ja myślę, że niezależnie od tego, jakimi byli ludźmi trzeba o nich dobrze myśleć. Poza tym nie możesz siebie obwiniać za to, że ich nie pamiętasz. To było dawno.
- Nie, Abe. Miałam wtedy 10 lat.
Starał się nie zrobić zdziwionej miny, ale zupełnie mu nie wyszło.
- I naprawdę ich nie pamiętasz? - szeroko otworzył usta.
- Nie pamiętam nawet ich twarzy.
Teraz zobaczyłam gromadzące się w jego oczach łzy. Przyciągnął mnie do siebie i z całej siły przytulił.
Wiedziałam, że jest mu bardziej przykro, niż mnie samej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz