- Gdzie mamy pokój? - spytał.
- My? Nigdzie. Wy - wskazałam na Nate'a stojącego nieco dalej - macie tam - pokazałam mu długie, metalowe schody na tle ściany z czerwonej cegły. - A ja tam - wyciągnęłam palec w stronę schodów po przeciwległej stronie stronie holu, w którym najprawdopodobniej stały schody.
- Więc z kim mieszkasz? - spytał zbolałym głosem.
- Z Lilly i... chyba z jej nową znajomą.
Dziewczyna jak na zawołanie odwróciła się w moją stronę. Uśmiechnęłam się do niej pośpiesznie, widząc speszone spojrzenie Abe'a, który jednak wyraźnie odetchnął, na wiadomość, że będę w pokoju z samymi dziewczynami. W holu było coraz mniej osób.
- Idźcie do siebie - powiedziałam do nich. - Spotkamy się po obiedzie.
Śpiesznym krokiem ruszyłam w stronę schodów po lewej stronie. Pokój numer 115. Zapukałam, tak na wszelki wypadek, i nie czekając na odpowiedź weszłam do środka. Gdy drzwi się uchyliły, zawahałam się przez chwilę.
- Co tu się...?
Wtargałam walizkę do zielonej dżungli, w jaką zamienił się pokój.
- Chryste, Lilly, trochę tego za dużo.
W każdym kącie stały stały, w ogromnych donicach, kwitnące krzewy hibiskusa. Również parapet zagracały donice pełne orchidei i lilii.
- Myślałam, że hoduje tylko te maleństwa - powiedziałam wyjmując z kieszeni tycią doniczuszkę i stawiając ją na stoliku nocnym przy jedynym wolnym łóżku.
Godzinę później rozłożyłam się na dywanie, czując, że mój żołądek pęka w szwach. Szanse na doczołganie się do pierwszego lepszego materaca były nikłe, więc wyciągnęłam rękę po leżącą najbliżej książkę. Botanika. Przerzuciłam kilka pierwszych stron w poszukiwaniu obrazków. Gdy ich nie znalazłam, podłożyłam ją sobie pod głowę i czekałam cierpliwie, aż ktoś wejdzie do środka.
***
Jakieś 40 minut później ktoś zapukał i natychmiast otworzył drzwi.
- No, z wywiązywaniem się z obietnic jest u ciebie krucho - prychnął Abe przechodząc przez próg.
- Zamknij się - szepnęłam sennie przekręcając głowę na drugą stronę, bo na policzku odcisnęło mi się boleśnie grube włosie dywanu.
Nate przewrócił teatralnie oczami i chwycił mnie za ramiona, by mnie podnieść.Po chwili leżałam już na i tak dość twardym materacu. Chłopak usiadł brzegu łóżka, plecami w moją stronę.
- No, z wywiązywaniem się z obietnic jest u ciebie krucho - prychnął Abe przechodząc przez próg.
- Zamknij się - szepnęłam sennie przekręcając głowę na drugą stronę, bo na policzku odcisnęło mi się boleśnie grube włosie dywanu.
Nate przewrócił teatralnie oczami i chwycił mnie za ramiona, by mnie podnieść.Po chwili leżałam już na i tak dość twardym materacu. Chłopak usiadł brzegu łóżka, plecami w moją stronę.
- Nudzi mi się - wyszeptałam wkładając mu ręce pod koszulkę i delikatnie gładząc go po plecach. - Wymyślcie coś...
Spojrzeli na siebie jednocześnie i niemal dało się wyczuć gęstniejącą atmosferę, która jednak po chwili zelżała.
Po chwili milczenia Abe odpowiedział:
Spojrzeli na siebie jednocześnie i niemal dało się wyczuć gęstniejącą atmosferę, która jednak po chwili zelżała.
Po chwili milczenia Abe odpowiedział:
- Rozbierz się i pilnuj ubrania - co w jego ustach wcale nie brzmiało jak żart.
- Niee... dziewczyny zaraz wrócą - odpowiedziałam obejmując Nate'a w pasie.
Nie trzeba było być lekarzem, by zauważyć, jak bardzo przyspieszyło mu tętno, gdy jedna dłoń powoli zjechała w dół.
- Niee... dziewczyny zaraz wrócą - odpowiedziałam obejmując Nate'a w pasie.
Nie trzeba było być lekarzem, by zauważyć, jak bardzo przyspieszyło mu tętno, gdy jedna dłoń powoli zjechała w dół.
- Robisz to specjalnie? - spytał Abe (o którym dopiero co sobie przypomniałam), gdy moja dłoń sprawnie minęła krawędź spodni.
- Co? - zapytałam jakby wyrwana z transu.
- A może robisz to - tu wskazał pozycję, w której się obecnie znajdowałam - machinalnie? To nie świadczy zbyt dobrze...
Zacisnęłam zęby powstrzymując się przed rzuceniem się na niego.
- Co? - zapytałam jakby wyrwana z transu.
- A może robisz to - tu wskazał pozycję, w której się obecnie znajdowałam - machinalnie? To nie świadczy zbyt dobrze...
Zacisnęłam zęby powstrzymując się przed rzuceniem się na niego.
- Ależ nie przeszkadzajcie sobie, z chęcią popatrzę.
Momentalnie oderwałam się od Nate'a, chłopak odetchnął głęboko, wypuszczając ze świstem powietrze. Oparł się o chłodną ścianę, zamykając oczy i starając się oddychać miarowo.
- Właściwie myślałam, że musisz już iść - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Tak, właściwie to tak - odpowiedział w momencie, w którym do pokoju weszła Susan, ciągnąc Lilly za rękę.
- Przerwałam w czymś? - spytała.
- Ależ skądże - odpowiedział Abe, mimo, że pytanie było skierowane raczej do mnie, i wyszedł z pokoju.
Nate wstał, żeby pójść za nim.
- Właściwie myślałam, że musisz już iść - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Tak, właściwie to tak - odpowiedział w momencie, w którym do pokoju weszła Susan, ciągnąc Lilly za rękę.
- Przerwałam w czymś? - spytała.
- Ależ skądże - odpowiedział Abe, mimo, że pytanie było skierowane raczej do mnie, i wyszedł z pokoju.
Nate wstał, żeby pójść za nim.
- Idziesz? - zapytałam próbując złapać go za nogawkę i zatrzymać w miejscu.
- Przecież wiesz, że wrócę - szepnął pochylając się nade mną i całując w czoło. - Jesteś zmęczona, idź spać. Niedługo zacznie się szkoła i przestanie ci się nudzić - puścił do mnie oczko.
- Chciałbyś - szepnęłam, opadając na twardą poduszkę.
Bo ja, z pewnością bym nie chciała.
- Przecież wiesz, że wrócę - szepnął pochylając się nade mną i całując w czoło. - Jesteś zmęczona, idź spać. Niedługo zacznie się szkoła i przestanie ci się nudzić - puścił do mnie oczko.
- Chciałbyś - szepnęłam, opadając na twardą poduszkę.
Bo ja, z pewnością bym nie chciała.
Lubię ten klimat. Wyobrażam to sb w fajny sposób, choć nie wszystko ogarniam. Kocham to!
OdpowiedzUsuń